RugbyPolska.pl

  • Mamy w Polsce poważny problem z rugby. Istnieje on, odkąd dyscyplina zawitała nad Wisłę i jak dotąd nie znalazł jednoznacznego rozwiązania. Nie chodzi mi tu ani o Związek, ani o podejście do sportu, nasze umiejętności, czy nastawienie społeczeństwa i mediów, nic z tych rzeczy, które mogłyby nasuwać się na myśl jako pierwsze. Sprawa wydaje się dość prozaiczna, a jednak budzi sporo kontrowersji. Od lat zadajemy sobie pytanie, która forma jest poprawna: „rugby”, czy „ragby”. Jak powinno się wymawiać nazwę naszej dyscypliny?

    Nieścisłość wynika przede wszystkim z naszej tendencji do spolszczania słów zagranicznych. Skoro jednak chcemy mówić „rugby”, czemu piłkę nożną określamy jako „futbol”, a nie „fotbal”. Jeśli chcemy czytać, tak jak się pisze, to trzymajmy się tej zasady, używając takich określeń jak „basketball”, czy „snowboard”.

    Kolejną przyczyną czytania, czy też mówienia rugby przez „u” jest różnorodność akcentów w angielskim. Irlandczycy, czy mieszkańcy Liverpoolu, będą bardziej skłonni trenować „rogby”. Nie wspomnę tu już o Francuzach, którzy chodzą na mecze „ragbi”. Myślę, że to nasze „u” mogło również po części przyjść razem z irlandzkim angielskim, w którym nie raz można usłyszeć coś na kształt naszego rugby.

    Nie chcę jednak w tym miejscu powiedzieć, że forma „rugby” jest niepoprawna. Weszła już na stałe do naszego słownika, zadomowiła się w środowisku i wśród dziennikarzy, a muszę przyznać, że sam jej czasem używam. Ma coś w swoim brzmieniu, co czasem wydaje się lepiej oddawać charakter rywalizacji i związane z nią niepisane zasady. Nie możemy jednak zapominać, że pierwotną i równie poprawną formą jest „ragby”.

    Wystarczy zajrzeć do słownika polsko – angielskiego i zwrócić uwagę na małe znaczki w kwadratowym nawiasie, określające sposób wypowiadania danego słowa: [`r?gbi]. Znaczek „?” oznacza, że daną głoskę czytamy jako polskie „a”. Identycznie jest w przypadku takich słów jak „Sunday” (niedziele), czy „duck” (kaczka).

    Kończąc więc ten lingwistyczny wywód, używajmy obu form, ale nie wytykajmy sobie wzajemnie błędu, bo wszyscy mamy rację. Włącznie z Czechami, którzy nawet piszą rugby przez „a”…


    źródło: 
    ligagentlemanow.blox.pl/html

     

    Dodaj / zobacz opinie
  • Rugbiści Lechii będą współpracować z CA Brive! To francuski klub, który w 1997 roku zdobył najważniejszy z europejskich pucharów. Oba kluby połączyła osoba Grzegorza Kacały oraz firma Saur. Nie próżnują też w Arce. Gdynianie budują drużynę w oparciu o rutynowanych zawodników. Po dwóch latach przerwy do zespołu wrócił Waldemar Szwichtenberg.

    Brive to miasto porównywalne z Sopotem. Liczy niespełna 50 tysięcy mieszkańców. Jednak pod względem infrastruktury i budżetu, który mają tam do dyspozycji tamtejsi rugbiści, nie można tego zestawić z żadnym polskim klubem, ba nawet wydatki całej naszej federacji są mniejsze. Tym większy zaszczyt spotkał Lechię, że taki partner zgodził się na podpisanie umowy o współpracy.

    CA Brive dysponuje budżetem na poziomie 16 milionów euro! Mecze rozgrywana na stadionie o 20-tysięcznej widowni. Do dyspozycji ma trzy boiska treningowe, a także klubowe siłownie, gabinety odnowy biologicznej, restauracje...

    Największym sukcesem Francuzów było zdobycie w 1997 roku Heineken Cup. W drużynie występował wówczas Grzegorz Kacała, który od początku sezonu jest trenerem Lechii. Oprócz niego kluby łączy firma sponsora - Saur, w Gdańsku będącej właścicielem miejskich wodociągów.

    Umowę o współpracy podpisali Bogdan Jancen, prezes Lechii i Alain Dubois, prezydent CA Brive. - Dla nas to kolejny krok na drodze do zawodowstwa - donosi z Francji Łukasz Jurczak, rzecznik gdańskiego klubu. 

    więcej na: sport.trojmiasto.pl/Szwichtenberg-wznowil-treningi-w-Arce-Lechia-Rugby-n37459.html

    Dodaj / zobacz opinie